Obraza uczuć

Demonstrujący przeciwko prawom o bluźnierstwie podczas Dni Ateizmu 2018/ foto: Marek Łukaszewicz

Marek ŁUKASZEWICZ

W 1564 roku Erazm Otwinowski, poeta, działacz reformacyjny, kalwiński a potem braci polskich, podczas Bożego Ciała wyrwał księdzu monstrancję krzycząc „Bóg jest w niebie, a więc nie ma go w chlebie, nie ma w twojej puszce”, a następnie rzucił ją na ziemię i podeptał jako protest przeciwko „ubliżaniu Bogu”. Został oskarżony o bluźnierstwo i postawiony przed sądem sejmowym.

Podczas procesu bronił go Mikołaj Rej argumentując, że obrażono uczucia Pana Boga, a my nie wiedząc co Bóg o tym myśli i jakie ma plany w tej materii nie powinniśmy go w karaniu wyręczać, bo to Bogu należy zostawić wydanie wyroku, a Bóg już posiada wszystkie niezbędne narzędzia aby samemu wymierzyć sprawiedliwość, np. za pomocą pioruna. Sąd Sejmowy przychylił się do tej argumentacji i Otwinowski został skazany wyłącznie na zapłatę odszkodowania za zniszczoną monstrancję, to jest za stłuczone szkło. Ksiądz otrzymał: „grosz, za zniszczoną hostię szeląg, aby sobie kupił nowe szkło i tę odrobinę mąki”. Jak widać w dobie renesansu uczucia, nawet religijne i nawet boskie uważano za sprawę prywatną i nie do sądu należała ocena, do jakiego stopnia zostały one obrażone. (Wiek później, osłabioną wojnami szwedzkimi Rzeczpospolitą zdominowali katolicy i już tak wesoło nie było, o czym przekonał się boleśnie patron współczesnych polskich ateistów, Kazimierz Łyszczyński).

Mikołaj Rej wyrażał w tym procesie ideę całkowitej neutralności religijnej państwa i prawa, wyprzedzając swoją epokę o stulecia, ideę, której pełna realizacja do dziś pozostaje w Polsce (mimo konstytucyjnych zapisów) tylko ideą.

Mamy wprawdzie art. 25 ust. 2 Konstytucji, według którego „władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”, ale mamy też art. 196 Kodeksu Karnego z 1997 r. mówiący że „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

Wydawałoby się, że oba te artykuły są ze sobą sprzeczne, ale dla Trybunału Konstytucyjnego pod przewodnictwem Andrzeja Rzeplińskiego 6 października 2015 r. takiej sprzeczności nie było. Był za to medal od Watykanu za wybitne zasługi dla tego nibypaństwa.

Fakt, że art.196 jest niesprzeczny z Konstytucją (według TK) nie oznacza oczywiście, że nie można go z Kodeksu karnego usunąć. Taką próbę podjęto w Sejmie RP w 2014 r. składając projekt poselski o uchylenie tego artykułu. Projekt odrzucono w pierwszym czytaniu głosami 380 posłów przy 61 głosach przeciw i 1 wstrzymującym.

Kolejna próbą jest projekt grupy posłów Nowoczesnej, wsparty przez Inicjatywę Polską, Zielonych, ale również przez innych posłów Koalicji Obywatelskiej „o uchylenie art. 196 oraz art. 212-215 Kodeksu karnego” – czyli depenalizację przestępstw obrazy uczuć religijnych oraz zniesławienia. Projekt przepadł w „zamrażarce sejmowej”, została za to opinia rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara na temat zasadności depenalizacji obrazy uczuć religijnych którą to przedłożył marszałkini Sejmu Elżbiecie Witek.

Dowiadujemy się z niej że:

1. Całkowite zniesienie karalności obrazy uczuć religijnych mogłoby grozić napięciami na tle religijnym i wzmożeniem ataków na wyznawców różnych religii, w tym mniejszościowych

2. Za takie przestępstwo powinna grozić jednak tylko grzywna lub ograniczenia wolności, a nie kara więzienia do 2 lat.

3. Powinno być też ono ścigane tylko na wniosek pokrzywdzonego obywatela, a nie z urzędu przez prokuraturę.

Medalu nie było.

No cóż, każdy ma prawo do własnych opinii, rzecznik praw obywatelskich również. Ocenę tej opinii pozostawiam czytelnikom.

Ostatnio, już w 2023 r. do Sejmu trafił projekt zmian w Kodeksie karnym autorstwa Solidarnej Polski zakładający zaostrzenie przepisów za obrazę uczuć religijnych. Dodano, „Kto publicznie lży lub wyszydza Kościół podlega karze do dwóch lat więzienia”. Projekt ma służyć ochronie Kościoła katolickiego i jest w oczywisty sposób sprzeczny z konstytucją, miejmy więc nadzieję, że nowy sejm nawet nie będzie go procedował. Zwłaszcza, że pan prezydent i trybunał w obecnym składzie może nie dostrzec tej sprzeczności.

Na razie pozostajemy z Art. 196 k.k. który od lat nie służy ochronie mniejszości religijnych, jak zakładano, ale jest stosowany w celu eliminacji krytyki kościoła katolickiego i ideologii katolickiej. Pewno dlatego jego popularność w ostatnich latach stopniowo rośnie.

Ostatnio pojawiają się niepokojące oznaki mieszania przez sądy prawa obowiązującego w Polsce z prawem kanonicznym oraz odwoływania się do światopoglądu katolickiego. W głośnym procesie abp. Marka Jędraszewskiego w sprawie o nazwanie społeczności LGBT „tęczową zarazą” sąd stwierdził, że abp nie tylko „działał w obronie wartości i w ramach szeroko pojętego porządku prawnego i działał w interesie społecznym” ale mówił również „o wartościach Kościoła katolickiego, którym ona (ideologia LGBT) zagraża. Np.”rodzinie i małżeństwu sakramentalnemu”. Jak podkreślał, dla sądu naturalne jest, że „metropolita miał nakaz obrony praw wiary”, co według sądu wynika z kodeksu kanonicznego na który się powoływał. Nie omieszkał też wspomnieć o innych ideologiach, które w przeszłości zagrażały Kościołowi. Amen.

W innym procesie, gdy sędzia Joanna Knobel w marcu 2023 roku uniewinniła 32 oskarżonych o złośliwe przeszkadzanie we mszy w poznańskiej katedrze, sama się stała ofiarą katolickiego hejtu organizowanego przez władzę. Po apelacji prokuratorka Anna Fellenberg-Kokocińska przekonywała, że oskarżeni „co prawda nikogo nie obrażali, ale okazali lekceważenie wiernym wykonującym akt religijny”. Zdaniem prokuratorki prawo kanoniczne nie pozwala na zabieranie głosu w kościele bez zgody księdza odprawiającego mszę. W swojej argumentacji powoływała się na artykuł w „Przewodniku katolickim”, przekonując, że „homilia jest monologiem, a nie dialogiem”.

Te i inne przypadki to obraz „stanu zastanego” przed którym stanąć musi przyszła władza bo niewątpliwym jest, że artykuł 196 jak i praktyki części prawników są zaprzeczeniem wolności słowa, wolności nauki i wyrazu, są zaprzeczeniem wszelkich wolności, oraz formą cenzury przy pomocy prawa karnego. Artykuł o obrazie uczuć religijnych, jak i wszelkie przepisy dające specjalne prawa religiom i związkom wyznaniowym jako sprzeczne z prawami człowieka i zasadami demokracji, muszą zniknąć z kodeksów i innych przepisów obowiązujących w naszym kraju. Musimy się tego domagać od władzy, która dostała od nas mandat do naprawy Rzeczpospolitej, musimy krzyczeć o tym głośno. To nasz obowiązek.

Powiadają (miejskie legendy), że imć pan Mikołaj Rej po każdym takim procesie „przewraca się w grobie”. Pozwólmy mu wreszcie spoczywać w spokoju.

Drodzy czytelnicy. Nie korzystamy z dotacji i grantów, nie pobieramy wynagrodzenia za pracę w Przeglądzie Ateistycznym. Aby zachować niezależność i móc utrzymać ateistyczny portal na odpowiednim poziomie potrzebujemy Waszego wsparcia . Dlatego jeśli możesz, rozważ wsparcie naszej działalności dowolną kwotą. Kliknij tutaj

Marek Łukaszewicz

Prezes Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego

Udostępnij

Więcej od autora: