Potrzeba ateistycznej wspólnoty!

Anna Grodzka

Kiedy „Przegląd Ateistyczny” zaproponował mi napisanie felietonu, pomyślałam, że nie mam pojęcia, co mogłabym napisać. Czy miałabym przekonywać czytelników PA o  nieistnieniu Boga? Upowszechniać  wśród nich naukowy światopogląd? Narzekać na społeczne skutki działania instytucji kościelnych? Pisać o  patologiach, jakie generuje stan kapłański? A może o własnych doświadczeniach w  kontakcie z  religią i  ateizmem? Chyba nie – bo po co? Kiedy byłam bardzo młodą osobą, prowadziłam sama ze sobą dialog o istnieniu czy nie istnieniu Boga. Czytałam religijne teksty. Spoglądając w  przytłaczająco wysokie sklepienia kościołów i  wielobarwne światło witraży, poszukiwałam boskiego promienia. Nie chciałam niczego przeoczyć. Nie chciałam, aby minęła mnie szansa na przeżycie czegoś wielkiego i wzniosłego. Chciałam poczuć to, co czują wierzący, poczuć to, czego byłam dotąd pozbawiona. Skoro jestem inna, nie akceptując swojej płci – myślałam – to niech będę jak inni” przynajmniej w  zakresie kontaktu z  „siłą wyższą”. Był moment, że bardzo potrzebowałam wsparcia, którego nie znajdowałam ani u  moich najbliższych, ani u rówieśników. Poszukiwałam zatem wsparcia w  Bogu i  „plemieniu” ludzi wierzących. Bardzo starałam się uwierzyć. I co? I nic! Nie poczułam nic. I tak (jak się  potem okazało) szczęśliwie, inaczej niż większość dzieci, przetrwałam ten niebezpieczny dla rozumu okres. Teraz, kiedy poznałam świat, kiedy jestem szczęśliwa i silna, wyposażona w istotny pakiet wiedzy, tym bardziej nie widzę żadnego powodu, aby do tych mrzonek wracać. Zatem o  czym mam ten felieton napisać? No, bo przecież nie będę pisała o czymś co nie istnieje. Wyobraźcie sobie, że piszę o  „Świętym Mikołaju” i krasnoludkach – czyli o czymś, czego nie ma. To byłoby po prostu nudne jak flaki z  olejem. Już dawno temu stwierdziłam, że ostatecznie jestem – tak jak mawiał wielki poeta (ostoja „Kabaretu starszych Panów”) Jeremi Przybora – „głęboko niewierząca” i  tego zamierzam się trzymać. Być może, gdybym spotkała kogoś, kto zwróciłby się  do mnie z  problemem, że zmaga się ze swoimi wątpliwościami w  wierze i  chce pomocy… wtedy, jako psycholożka albo choćby koleżanka, chciałabym rozmawiać i pomóc mu wyzwolić się z dręczącej traumy. Ale przypuszczam, że „wątpiący” raczej nie będą poszukiwać pomocy w moich tekstach – jeśli tak, to do kogo mam tu gadać, dla kogo pisać? Do żarliwie wierzących? Przecież ci, którzy wierzą, nie chcą albo nie potrafią z tym zerwać – zupełnie tak ,jak narkomani z  nałogiem. Wielokrotnie w  życiu wkręcałam się  w  dyskusję z  ludźmi wierzącymi o  istnieniu czy nieistnieniu boga i za każdym razem miałam wrażenie bezskuteczności takiego działania – że biję głową w mur.
Przewaga kościołów nad skromną legią racjonalistów jest przytłaczająca. Jak pokonać rozumem zmasowane emocjonalne oddziaływania? Wszak kościoły wyposażone są w  wielowiekowe tradycje, potężne jak monarchie instytucje, niezliczone dobrze opłacane placówki propagandowego zniewolenia, ogromny wpływ na decyzje instytucji państwa i  (dajmy na to) bezpośredni katechetyczny dostęp do niewinnych dziecięcych duszyczek. Jak przebić się w  tych warunkach z  racjonalną wizją świata? Może gdyby było we mnie mniej empatii i  kultury, to nabrałabym ochoty rozładować swoje złe emocje na „katolach”. Bo żyjąc w  Polsce, do złych emocji znalazłabym powody. Za nietolerancję dla innych, za butę wynikającą z poczucia politycznej siły, za zakłamanie, za bezrefleksyjny fundamentalizm oraz przejawianą nienawiść i  agresję. Ale nie. Jeśli się złoszczę, to przecież nie na „baranki boże”, a  na ich pełnych hipokryzji pasterzy i krążące wokół tego stada wciąż nienapasione polityczne wilki. Przeczytałam już w mediach wiele artykułów o  patologiach w  kościele katolickim i wśród księży. Teraz czytam co najwyżej tytuły i  nagłówki tych informacji – bo po co więcej. Wiem, że te patologie są. Budzą tylko smutek i  nic nie mogę na to poradzić. Sama sobie się jednak dziwię, że jestem zdziwiona, kiedy czasem dowiaduję się, że w  polskim k.k. są ludzie otwarci na drugiego człowieka, że postrzegam dobre, wrażliwe działania i godne pochwały postawy. Czy to powinno dziwić? Chyba nie. A jednak po wszystkich doświadczeniach, jakie miałam z dygnitarzami k.k. … dziwi mnie. A zatem dlaczego zdecydowałam się napisać ten felieton? Ano właśnie dlatego, że jest tak smętnie, jak tu napisałam! Właśnie dlatego, że zrozumiałam, jak trudno jest doprowadzić do tego, żeby naszym wspólnym życiem rządziły racjonalnie podejmowane decyzje. Właśnie dlatego, że tak trudno chłodnym rozumem walczyć z religijnymi emocjami. Napisałam go dla Was i także dla siebie, bo doszłam do przekonania, że trzeba, że musimy, że nie mamy innego wyjścia jak TWORZYĆ ATEISTYCZNE ŚRODOWISKO – ateistyczną wspólnotę. Tworzyć je, aby wspierać się w promowaniu racjonalnego myślenia i racjonalnego działania. Nie ma jednej recepty jak naprawiać ten świat i chyba nigdy nie uda się jej stworzyć. Ale jedno jest jasne: religie ogarniające świat są silne także siłą swych zorganizowanych, kierowanych przez swych przywódców środowisk. Tylko dzięki sile tego zorganizowania religie są w stanie wymuszać na społeczeństwach swoje partykularne racje. Wspólnota to siła. Siła, która realizuje się w  najróżniejszy – czasem bardzo brutalny sposób. Nam – ateistom – także potrzebna jest siła wspólnoty, choć  jestem pewna, że z  racjonalnych i  humanistycznych powodów, będzie to siła argumentów, a  nie przemocy. Twórzmy ją! I chociaż specyfika współczesnych mediów jest tożsamościowa – tożsamościowa to znaczy taka, w  obszarze której przekonani wymieniają argumenty przede wszystkim z  przekonanymi, a  podobni z  podobnymi, to jednak wiedza i argumenty promieniują, a  wspólnota oddziałuje na motywację i  emocje. Zatem debatujmy, działajmy, twórzmy wspólnie „Przegląd Ateistyczny”.

Już dawno temu stwierdziłam, że ostatecznie jestem – tak jak mawiał Jeremi Przybora – „głęboko niewierząca” i tego zamierzam się trzymać.

A na zakończenie podzielę się z  Wami snem, który przeżyłam dziś w  nocy. Prawdopodobnie miałam go dlatego, że wieczorem pisałam ten felieton. A sen był jak marzenie. Jak radosny mentalny spadek po „Imagine” Johna Lennona. Zobaczyłam w  nim świat, w którym żyją ludzie bez religijnych wizji. Świat, w którym ludzie są dumni ze swej tożsamości: tożsamości „obywatela Ziemi”. Świat pełen ludzi, których nie dzieli ani fałszywa świadomość narodowej tożsamości, ani religijne, nieufne i agresywne zacietrzewienie, wynikające z własnej religijnej odrębności. Świat, w którym nie ma szamanów, kapłanów, meczetów, kościołów, przesądów i  guseł. Świat, w  którym, jeśli jest źle, nikt nie czeka na interwencję Boga, diabła, albo anioła, a  liczy na pomoc drugiego człowieka. Świat, w  którym nasza wspólna ziemia, nasza wspólnota i każdy pojedynczy człowiek jest szanowany jak Bóg. Tak wiem… to tylko marzenie – ideał ze snu. Ale to także pewien system wartości. I może właśnie dlatego potrzebna jest nam ateistyczna wspólnota, aby tworzyć, mieć i przeżywać wspólne ideały. Aby ofiarować te wartości innym ludziom zamiast religii. Aby natchnąć nimi nasze dzieci. Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że wiem, iż nienawiść i  wojny powstają nie tylko jako skutek lęku i  nienawiści, wynikającej z  istnienia odrębnych religijnych i  narodowych tożsamości. Wiem też przecież, że powodem wojen i  niszczenia zasobów Ziemi jest agresywny ludzki egoizm, który stworzył systemy opresji i wyzysku, jak choćby feudalizm, kapitalizm, stalinizm. Ale wiem też, że wielkie systemy religijne znacząco się  do tego przyczyniały. Jako racjonalistka, doskonale wiem też, że marzeń – jak by nie były one piękne – nie da się łatwo wprowadzić w życie. Ale rozumiem również, że bez marzeń – bez wspólnego systemu wartości znacznych grup spomy o łecznych – tracimy busolę. Zadbajmy o nią wśród ludzi, których łączy racjonalny punkt widzenia na świat. Na początek, odnosząc się do naszej politycznej rzeczywistości, twórzmy wspólnie wizję racjonalnej i sprawiedliwej Piątej Rzeczpospolitej – Polski fair. Dlatego zapraszam czytelników Przeglądu Ateistycznego do spotkania w  kuźni marzeń – do wspólnej pracy na stronie www.piatarzeczpospolita.pl.

Marek Łukaszewicz

Avatar for Anna Grodzka

Anna Grodzka

Udostępnij

Więcej od autora: