Śmierć jako dobro moralne (1)

DR N. MED. MARCIN WALTER

Kiedy śmierć leży w najlepszym interesie pacjenta, wtedy stanowi dobro moralne.

Słowa te przytoczył profesor etyki medycznej Uniwersytetu Londyńskiego Len Doyal w artykule: „Dlaczego czynna eutanazja i samobójstwo wspomagane przez lekarza powinny zostać zalegalizowane”, opublikowanym na łamach British Medical Journal (BMJ)1, jednego z najstarszych czasopism lekarskich na świecie.

PO PIERWSZE, PO DRUGIE..

Że nie są to puste słowa przekonuje powoli rosnąca liczba krajów i terytoriów dopuszczających prawnie pomoc w umieraniu. Dwa lata temu Sąd Najwyższy Kanady dopuścił taką praktykę stwierdzając w swoim orzeczeniu: „ludzie, którzy są poważnie i nieuleczalnie chorzy, nie mogą szukać pomocy lekarza w umieraniu i mogą być skazani na życie w ciężkich i niedających się znieść cierpieniach. Osoba,
której to dotyczy, ma dwie opcje: może przedwcześnie odebrać sobie życie, często przy pomocy gwałtownych lub niebezpiecznych środków, lub może cierpieć do czasu, aż umrze z przyczyn naturalnych. To okrutny dylemat”. Aby choremu, który podjął decyzję zakończenia swojego życia oszczędzić wspomnianych wyżej „gwałtownych lub niebezpiecznych środków” niezbędna jest pomoc lekarza. Dlaczego? Przynajmniej z trzech powodów:
Po pierwsze, tylko lekarz może ocenić, czy decyzja pacjenta o zakończeniu życia nie jest spowodowana chorobą psychiczną włączając w to epizod depresyjny (wtedy – pod wpływem odpowiedniego leczenia – pacjent może odstąpić od takiego rozporządzenia swoim życiem).
Po drugie, tylko lekarz (i farmaceuta) ma zabezpieczony dostęp do środków (leków), które w letalnej dawce są w stanie zapewnić bezbolesne i godne odejście z wypełnionego cierpieniem życia.
Po trzecie, lekarz posiada wiedzę, którą – w określonych krajach – powinien podzielić się z pacjentem, aby
cały proces przebiegł zgodnie z oczekiwaniem (chodzi m.in. o zastosowanie właściwej dawki, o uniknięcie interakcji z innymi lekami, co mogłoby paradoksalnie zwiększyć cierpienia, zamiast położyć im kres itp.).

Zanim
przyjrzymy się prawnym i obyczajowym aspektom pomocy w umieraniu musimy sprecyzować jak taka procedura wygląda w praktyce, po to, by obie strony sporu nadal toczącego się w krajach niedopuszczających takiej pomocy mówiły o tym samym przedmiocie.

ŚMIERĆ W GODNOŚCI

Przed trzema laty media donosiły o 29-letniej mieszkance Kalifornii, u której rozpoznano nieoperacyjny
nowotwór mózgu z oczekiwanym czasem przeżycia poniżej roku. Ponieważ pomoc w umieraniu nie była jeszcze dostępna w Kalifornii, a prawo stanu Oregon pomoc taką zastrzegło tylko dla mieszkańców tego stanu, zdecydowała ona o trudnej w jej sytuacji przeprowadzce i zmarła 1 listopada 2014 r. po zażyciu leków, które wykupiła w aptece w zgodzie z Death with Dignity Act (Ustawą o Śmierci w Godności).Przed
śmiercią powiedziała: „Ja nie chcę się zabić. To rak zabija mnie. Ja decyduję się odejść w sposób, który oznacza dla mnie mniej cierpienia i mniej bólu. Nie każdy musi się zgodzić, że to słuszne. Ale dla mnie to ulga, ponieważ rak mózgu oznacza dla mnie straszną śmierć”.
Wspomniana wyżej ustawa zezwala lekarzowi – po spełnieniu ściśle określonych warunków – na wystawienie recepty na letalną dawkę leku (z grupy barbituranów, najczęściej sekobarbital) do pojedynczego zażycia.

Ja nie chcę się zabić. To rak zabija mnie. Ja decyduję się odejść w sposób, który oznacza dla mnie mniej
cierpienia i mniej bólu

Po wystawieniu recepty lekarz obowiązany jest osobiście i pisemnie skontaktować się z farmaceutą (niezależnie od wystawienia recepty), informując go o przepisaniu letalnej dawki leku. Lekarz wie do
kogo ma się zwrócić, gdyż właściciele aptek muszą wcześniej zgłosić do odpowiednich władz, czy ich personel zgadza się uczestniczyć w tym procesie. Rola farmaceuty na tym się nie kończy – musi on poinformować pacjenta realizującego receptę, lub upoważnioną przez niego osobę, jak przygotować lek
do zażycia (lek jest w Kandzie dostępny w kapsułkach, których pacjent musi kilkadziesiąt opróżnić, aby przygotować zawiesinę w soku). Farmaceuta musi go też poinformować o konieczności przyjęcia leku na pusty żołądek dla zwiększenia wchłaniania i poinstruować, by na godzinę przed zażyciem leku pacjent zażył lek zapobiegający wymiotom. Przepisy określają również wymogi ewidencji zniszczenia leku, w wypadku zmiany decyzji pacjenta. Po zażyciu leku pacjent w ciągu kilku minut zapada w sen, który staje się coraz głębszy, z czasem oddech robi się coraz wolniejszy, aż w końcu ustaje. Wg danych z rejestru stanu Waszyngton, śmierć następuje w przedziale od 9 minut do 28 godzin po zażyciu przepisa-
nego środka3.

CZY OPIEKA PALIATYWNA JEST ALTERNATYWĄ?

Opieka paliatywna ma na celu poprawę jakości życia chorych będących u kresu życia oraz ich rodzin poprzez zapobieganie i łagodzenie cierpienia dzięki wczesnemu rozpoznaniu, prawidłowej ocenie i leczeniu bólu a także innych objawów fizycznych, psychosocjalnych i duchowych4. Celem tak poję-
tej opieki nie jest zatem ani przyspieszanie, ani opóźnianie momentu śmierci, lecz maksymalne łagodzenie cierpień umierającego człowieka. Trudno przecenić korzyści takiej opieki oraz rolę hospicjów od momentu początków ruchu hospicyjnego. Kiedy jednak umierający pacjenci cierpią z powodu objawów nie dających dsię uśmierzyć przy pomocy tradycyjnych zabiegów paliatywnych, to jedynym działaniem, które jest w stanie zaproponować hospicjum bywa tzw. „paliatywna sedacja”, polegająca na wprowadzeniu pacjenta w śpiączkę farmakologiczną o stopniu głębokości dostosowanym do sytuacji.

Artykuł archiwalny z zerowego numeru PRZEGLĄDU ATEISTYCZNEGO

Część drga artykułu tutaj

Marek Łukaszewicz

Udostępnij

Więcej od autora: